Konkurs literacki o trznadlu.

Jednym z zadań realizowanych w ramach programu „ Ożywić pola- Rok trznadla" był konkurs literacki na najciekawsze opowiadanie o trznadlu, który został przeprowadzony wśród uczniów szkoły podstawowej. Aby przystąpić do konkursu, musieli oni zapoznać się ze zwyczajami tego ptaka, wyglądem, trybem życia itp.. Uczniowie podjęli ten trud i powstało wiele ciekawych prac.


Za najlepsze opowiadanie uznano pracę ucznia klasy IV Dariusza Wójcika. Oto one:
To ja trznadel, nazywam się „Rdzawy" i jestem pod ochroną. Najpierw opiszę wam, jak wyglądam, a potem opowiem, skąd się wzięło moje nazwisko, kto jest jego autorem,
a także o tym, co mi się kiedyś przydarzyło.
Otóż jestem trochę większy od wróbla. Mam żółtą główkę i brzuszek z brązowymi, podłużnymi kreseczkami. Natomiast wierzch ciała mam koloru rdzawego z żółto-zielonkawym odcieniem. Zamieszkuję tereny nizinne, zwłaszcza pola i łąki; w pobliżu potoków i rzek.
Otóż owego dnia była ładna pogoda. Czułem zapach łąki i ciepły powiew wiatru. Postanowiłem uwić gniazdko z suchej trawy i korzonków. I tak też uczyniłem. Wewnątrz wyłożyłem źdźbłami trawy. Bardzo się przy tym napracowałem. Gniazdko wyglądało dosyć solidnie, więc poczułem ulgę. Postanowiłem zatem poszukać pożywienia i w tym celu wyruszyłem do lasu. Najpierw leciałem nad łąką, czułem się znakomicie, gdyż było ciepło i miło. Marzyłem o zjedzeniu chrząszcza lub innego prostoskrzydlatego. W lesie deser gotowy- pomyślałem. Są tam wyśmienite jagody, które uwielbiam. Nagle poczułem silne uderzenie i upadłem. Jak się wkrótce okazało, uderzyłem o jakieś ostre narzędzie wbite w gałąź drzewa. Ojej, co to? – leżę i nie mogę się ruszać. To straszne! Co teraz będzie? Chyba mam złamane skrzydełko. Czeka mnie zatem niechybna śmierć- pomyślałem. Tak zrozpaczony poczułem ciepło i dotyk ręki. To na pewno był człowiek – stwierdziłem w myślach. Poczułem strach, ale miałem też nadzieję na ocalenie.
Kiedy znalazłem się w dłoni człowieka, mogłem mu się dokładnie przyjrzeć. Był to chłopczyk, nieduży o ciemnych oczach i uśmiechniętej twarzy. Miał na sobie granatowy sweterek w zielone paski. Jak dobrze – pomyślałem. Uśmiechnęło się do mnie szczęście. Chłopiec na pewno nie zrobi mi krzywdy, wygląda tak sympatycznie. Malec przytulił twarz do mojej główki i powiedział: „Rdzawy" – właśnie tak będę cię nazywać – bo masz taki dziwny kolor. Nawet się ucieszyłem z tego powodu i cicho zaśpiewałem „ cis, cis, cis". Teraz zaniosę cię do mojej mamy – rzekł zadowolony. Po czym ruszył szybko przed siebie. Szedł zdecydowanym krokiem wzdłuż piaszczystej drogi, zostawiając za sobą las i bystrą rzekę. Przed nami widniały szerokie pola i łąki. Czułem się teraz bezpieczny, znajdowałem się bowiem na terenie, który dotąd stanowił mój dom. Młody człowiek szybko dotarł na miejsce i ku mojemu zdziwieniu wołał od progu- Mamo, przyniosłem ptaszka, ma złamane skrzydełko i nazywa się „Rdzawy". Mama uśmiechnęła się i pogłaskała synka po głowie. Po chwili całą swą uwagę skupili na mnie. Opatrzono mi chore skrzydełko, a chłopiec podsunął mi ziarenka zbóż i suszone jagody. Co za rodzinka- pomyślałem- jak szlachetnie z ich strony, że tak troskliwie się mną zaopiekowali. Wiedziałem też, że nic złego mi już nie grozi. Niebawem dowiedziałem się , że chłopiec ma na imię Piotruś, a jego ojciec jest ornitologiem. Zaraz wyjaśnię wam co to znaczy- otóż ornitologia to dział zoologii zajmujący się budową , życiem i zwyczajami ptaków. To miło , że ludzie się nami interesują i piszą o nas książki.
Pewnego dnia Piotruś przyniósł aparat fotograficzny i zrobił mi kilka zdjęć. Lubię , gdy się mnie fotografuje, pozowanie to całkiem przyjemna rzecz. Moja fotografia wisi teraz w pokoju Piotrka ( w tym samym, w którym znajduje się biblioteczka z książkami). Ładnie się na niej prezentuję- jestem taki dostojny i znany. Ogromnie się z tego cieszę. Widziałem również zdjęcia innych ptaszków, które znajdują się pod ochroną – jak ja. Miałem dużo czasu, aby się im przyjrzeć. Są takie piękne. Mieszkałem tu i czekałem aż zrośnie mi się złamane skrzydełko. Byłem szczęśliwy, że ludzie potrafią zadbać o środowisko, że kochają ptaki i dbają o ich bezpieczeństwo. Minęło sporo czasu zanim całkiem wydobrzałem.
Pewnego dnia poczułem się całkiem silny, aby móc zająć się sobą. Zbliżała się zima i zrobiło się chłodniej. Tego dnia Piotruś był smutny- wiedział, iż musi wypuścić mnie na wolność. Stałem na parapecie okna i patrzyłem na chłopca, który mówił do mnie - Leć, Rdzawy- leć, życzę ci powodzenia. Byłem dumny z chłopca, pewnie gdy dorośnie też zostanie ornitologiem, chociaż nie wiem tego na pewno. Tak więc szykowałem się do lotu. Wydobyłem z siebie krótkie „swit" i triumfalnie wzbiłem się w powietrze. Lecąc – wołałem „cis, cis, cis" , co znaczyło wtedy ( dziękuję, dziękuję , dziękuję). Wkrótce uwiłem nowe gniazdko. Poznałem też nowych kolegów – trznadli. Opowiedziałem im oczywiście o mojej przygodzie. Czasami odwiedzamy chłopca. Krążymy wtedy wokół okna i wołamy najgrzeczniej, jak umiemy, co brzmi mniej więcej „di,di, dich,di,di,dich". Piotruś z zachwytem otwiera okno i sypie tam pożywienie.
Tak oto skończyła się moja przygoda z chłopcem, który zasługuje na najszczersze podziękowania. Myślę , że śmiało można brać z niego przykład. To taki dobry, mądry i wrażliwy chłopiec. Jestem pewien, że moja przygoda zrobiła na was ogromne wrażenie – nieprawdaż?